Klient: polskie bistro w Reykjavíku serwujące kuchnię tradycyjną — pierogi, żurek, gołąbki. Problem: stare logo (dziecięce, sans-serif, brak charakteru) nie komunikowało polskości ani nie działało na islandzkim rynku, gdzie estetyka nordycka wygrywa z folklorem, chyba że folklor jest silny i intencjonalny.


Efekt końcowy: nowe logo inspirowane wycinanką łowicką, menu drukowane z folklorystycznymi ornamentami, i cyfrowy kiosk samoobsługowy na Raspberry Pi. Cały system spójny od szyldu po ekran zamówienia.
Krok 1 — badanie kontekstu
Zanim narysowałem pierwszy kształt logo, spędziłem tydzień w Reykjavíku (chodziłem po lokalu, patrzyłem na klientów, patrzyłem na konkurencję). Kluczowe obserwacje:
- 70% klientów to Islandczycy, nie Polacy — więc branding NIE może być tylko dla polskiej diaspory
- Konkurencja to głównie nordicka minimalistyka (sans-serif, off-white, tłuste zdjęcia jedzenia) — folklor byłby wyrazistą różnicą
- Islandzka publiczność uwielbia „intentional foreign" — jeśli restauracja jest polska, ma być polska w każdym detalu, nie jakiś fusion
Decyzja: maksymalnie polska tożsamość, w wysokiej estetyce. Nie polska „dla wspomnień z dzieciństwa", ale polska „premium heritage".
Krok 2 — logo
Wycinanka łowicka jako system generatywny, nie ilustracja. Zaprojektowałem bazową jednostkę ornamentu (koguta, kwiat, gwiazdę) który powtarza się w różnych układach na materiałach.
Główny znak: SMAKK w bezszeryfowej typografii geometrycznej, ale z wpiętym kolorowym ornamentem po lewej — mocny kontrast systemu geometrycznego (nowoczesność) i folklorystycznego zdobienia (heritage).
Kolory łowickie (czerwony, żółty, niebieski, zielony) są mocne i mogą się zjeść nawzajem — dlatego znak używa tylko jednego koloru ornamentu na daną aplikację, dobieranego pod kontekst.
Krok 3 — menu
Menu drukowane w formacie A3 składanym do A4 (rozłożone: tapeta na stole, złożone: karta). Ornament łowicki jako marginesy, typografia bezpieczna (Playfair Display do headline'ów, Inter do body).




Ważne: ceny po islandzku, ale opisy dań w trzech językach (islandzki + polski + angielski). Islandzki jako pierwszy — komunikuje respekt.
Krok 4 — digital kiosk
To był największy skok w projekcie. Klient chciał kiosk samoobsługowy (jak McDonald's), żeby odciążyć obsługę w peak hours. Budżet: 15× mniejszy od komercyjnego rozwiązania POS.
Zbudowałem na Raspberry Pi 4 + 27" ekranie dotykowym + statycznym HTML uruchamianym w kiosk-mode Chromium. Wszystko lokalnie, bez chmury. Menu w localStorage, zamówienia wysyłane przez lokalny drukarko-server do kuchni.
# Autostart kiosku po włączeniu Pi
chromium-browser \
--kiosk \
--no-first-run \
--disable-restore-session-state \
file:///opt/smakk/kiosk/index.html
UI kiosku ma ten sam ornament łowicki co drukowane menu — spójność wizualna między papierem a ekranem to była specyfikacja klienta, i zadziałało.




Co pociągnąłem 3× (i czego nauczyłem się na następny raz)
- Wybór głównego ornamentu — pierwsza wersja była za skomplikowana, druga za prosta, trzecia trafiła. Trzeba było zacząć od testu na małej aplikacji (etykieta) zanim projektowałem cały system.
- Kontrast ceny na kiosku — pierwsza wersja miała cenę w słabszym szarym, klienci nie widzieli. Poprawiłem na czarny bold. Prosty fix, ale znalazłem go dopiero podczas obserwacji użytkowników na miejscu.
- Menu do druku vs menu na kiosku — pierwsza wersja UI kiosku była 1:1 z drukowanym. Nie działa — ekran wymaga mniejszej gęstości info per widok. Rozbiłem na kategorie z hierarchią.
Zabierz z tego: spójność między papierem a ekranem to nie „ten sam layout wszędzie". To ten sam system wizualny (kolor, typografia, ornament) dostosowany do medium. Papier znosi gęstość, ekran nie.